zakaz_SM_to_blad_2

Zakaz social mediów przed 15-tym rokiem życia to pomyłka

Rządowa propozycja odcięcia osób poniżej 15. roku życia od mediów społecznościowych brzmi jak marzenie zaniepokojonego rodzica, ale w rzeczywistości jest legislacyjną wydmuszką. To proste, radykalne cięcie ma rzekomo uleczyć epidemię samotności i przebodźcowania, jednak w złożonym ekosystemie technologicznym proste rozwiązania są zazwyczaj błędne. Zamiast budować świadome społeczeństwo, politycy próbują stworzyć cyfrowy rezerwat, ignorując fakt, że świat offline i online to już dawno jedna, nierozerwalna całość. Wprowadzenie sztywnego zakazu to przyznanie się do porażki edukacyjnej państwa, a nie realna ochrona najmłodszych.

Modem, IRC i start kariery w wieku 12 lat

Gdy patrzę na ten projekt ustawy, nie widzę troski o dzieci. Widzę systemowe niszczenie potencjału, który ukształtował moje życie. Moja własna ścieżka kariery i rozwój kompetencji cyfrowych nie zaczęły się na studiach, ale w momencie, gdy na 12. urodziny rodzice kupili mi modem. To nie było urządzenie do biernej konsumpcji treści – to było okno na świat. Oprócz gier online, spędzałem godziny na IRC-u – protokole, który był technologicznym przodkiem dzisiejszych social mediów. To tam, w gąszczu kanałów dyskusyjnych, uczyłem się dynamiki społeczności w sieci, nawiązując relacje z ludźmi z całego świata.

Od czatowania do kodowania: HTML, CSS i zarządzanie projektami

Co ważniejsze, chęć usprawnienia tych rozmów popchnęła mnie w stronę technologii. Zacząłem pisać proste skrypty do klienta IRC, by zautomatyzować pewne czynności. Zrozumiałem, że internet to nie tylko tekst, ale i kod. Zacząłem interesować się HTML i CSS. Efekt? W wieku 16 lat stworzyłem stronę internetową mojej szkoły, za co otrzymałem ocenę celującą z informatyki. To była nauka przez praktykę, napędzana ciekawością i chęcią bycia częścią społeczności – dokładnie tym, co nowa ustawa chce odebrać dzisiejszym nastolatkom.

Ustawowy zakaz i zmarnowany potencjał zawodowy

Gdyby w tamtych czasach obowiązywało prawo, które rząd proponuje dzisiaj, moja ciekawość zostałaby zgaszona w zarodku. Czekając do 15. roku życia na „legalny” dostęp do społeczności, straciłbym kluczowe lata, w których mój mózg najchłonniej przyswajał nowe wzorce. Nie połknąłbym bakcyla, który później zaprowadził mnie do pracy w Mediach Regionalnych czy w Naszej Klasie. To wczesna ekspozycja na sieciowe interakcje nauczyła mnie metodologii prowadzenia projektów. Ustawowy zakaz po prostu odebrałby mi przyszłość zawodową, jaką znam, zamieniając mnie z twórcy w biernego konsumenta, któremu technologię „włączono” dopiero w liceum.

Nieskuteczna weryfikacja wieku, VPN i cyfrowe podziemie

Propozycja zakazu opiera się na błędnym założeniu, że technologia jest zła sama w sobie, a państwo może skutecznie pełnić rolę „super-rodzica”. To naiwność. Dzisiejsi 13-latkowie obejdą blokady oparte na mObywatelu czy weryfikacji wieku w kilka minut, korzystając z VPN-ów lub kont zakładanych na starsze rodzeństwo. Stworzymy w ten sposób cyfrowe podziemie – strefę bez jakiejkolwiek kontroli, gdzie dzieci będą uczyć się nie jak korzystać z sieci, ale jak oszukiwać system, uciekając w rejony internetu, gdzie moderacja w ogóle nie istnieje.

Edukacja cyfrowa i mechanizmy dopaminowe zamiast prohibicji

Kluczem nie jest prohibicja, lecz edukacja. Musimy przestać traktować higienę cyfrową jako magiczne zaklęcie polegające na „odłączeniu się”. Zamiast tego, powinniśmy uczyć młodych ludzi (i ich rodziców), jak działają mechanizmy uzależnień. Wyjaśniać, czym jest pętla dopaminowa, jak algorytmy walczą o naszą uwagę i dlaczego nieskończone scrollowanie jest pułapką zaprojektowaną przez sztaby psychologów behawioralnych. Tylko użytkownik świadomy tych mechanizmów jest w stanie narzucić sobie skuteczne ograniczenia.

Zagrożone kompetencje przyszłości i hamowanie innowacji

Zamiast stawiać legislacyjne zasieki, budujmy kompetencje. Nie zabierajmy 12-latkom szansy na zostanie kolejnymi programistami, twórcami czy ekspertami od mediów, tylko dlatego, że boimy się ryzyk związanych z siecią. Ryzykiem zarządza się poprzez wiedzę, a nie poprzez zakazy. Jeśli wprowadzimy ten ustawowy bubel, nie ochronimy dzieci przed internetem. Jedynie upośledzimy ich start w rzeczywistości, w której – czy nam się to podoba, czy nie – bycie online jest warunkiem bycia obecnym w społeczeństwie.

Autor
Picture of Kamil Mirowski

Kamil Mirowski

Komunikacją w mediach cyfrowych zajmuję się od 2008 roku. Jestem absolwentem kierunku Dziennikarstwo i Komunikacja Masowa w WSE w Białymstoku oraz podyplomowych studiów z Marketingu Internetowego w SGH w Warszawie. Pracowałem po stronie wydawców (Media Regionalne), największego polskiego portalu społecznościowego (Nasza Klasa) oraz w agencjach marketingowych