Podobnie jak setki milionów innych osób na świecie stałeś się częścią „małej zagłady ludzkości”. Zatraciłeś się w oceanie możliwości, wiedzy, celów oraz motywacji. W codziennym pędzie nie miałeś czasu spojrzeć za siebie i zadać sobie pytania czy podążasz we właściwym kierunku. Teraz jesteś po uszu zatopiony w contentowym szlamie. I nie jesteś w stanie się cofnąć.
Najpierw przez lata mówiono o zjawisku „content overload”. Mądre głowy wyliczały ile informacji co roku powstaje i jak duża jest dynamika ich powstawania. Sęk w tym, że ich wyliczenia dekadę, czy nawet jeszcze pięć lat temu nie uwzględniały działania sztucznej inteligencji.
Twój mózg nie jest przystosowany do przetwarzania dużej liczby treści w sposób wydajny. Mózg żyje ciągle w okresie paleolitu górnego (40 tys. do 14 tys. lat przed naszą erą). Jego głównym zadaniem jest utrzymanie Cię przy życiu, a nie oglądanie setek rolek na TikToku.
Następnie na scenę weszło FOMO, czyli strach przed tym, że omijają cię ważne informacje czy wydarzenia. Mózg musiał przyjąć nowe taktyki działania, aby pozbyć się negatywnych skutków tego syndromu. Strach jest pierwotną emocją ludzką, podstawową, jedną z pierwszych, które się w Twoim mózgu wykształciły. Brak informacji jest tożsame z poczuciem zagrożenia zdrowia, życia czy osób z Twojej grupy. To dobitnie pokazała pandemia Covid-19.
Jesteś tak zaprogramowany w swoim DNA, że jak odczuwasz negatywną, stresującą emocję to dążysz do zmiany jej znaku na pozytywną. Strach wywołany FOMO dosłownie „zajadasz” liczbą pochłoniętych informacji. Ale robisz to bardzo płytko, powierzchownie.
Kojarzysz osoby, które czytają kilkadziesiąt książek w rok i się tym chwalą? Zanim następnym razem przyklaśniesz ich „sukcesowi” oraz dasz lajka pod postem, zastanów się i odpowiedz na jedno pytanie: gdybym ja przeczytał w rok 50 książek, to ile z nich bym zapamiętał?
Jeśli w rok przesłucham 500 godzin podcastów, to ile z pozyskanej wiedzy wdrożę w życie?
Jeśli przeczytam 5000 artykułów, to w jakim stopniu zwiększy to moje kompetencje?
Co mi dało obejrzenie 50 tysięcy rolek i tiktoków w minionym roku?
Mała, bo nie oznacza usunięcia naszego gatunku z powierzchni Ziemi. Pozostaje mi wytłumaczyć Ci dlaczego zagłada. Jest kilka przesłanek, aby używać właśnie tego słowo na to, co obecnie się dzieje.
Pierwszą z nich po części przedstawiłem na początku tekstu. Niczym żaba w gotującej się wodzie nie zauważyliśmy kiedy liczba treści stała się ważniejsza od ich jakości. Oczywiście większość osób powie, że to nie o nich. Sam zapewne jesteś teraz wzburzony i myślisz sobie jaki kretyn pisał ten tekst. Przecież ludzie są świadomi tego co robią, wybierają to czego słuchają, co czytają i tak dalej.
Wylecz się z tego. Tak robi może kilka procent społeczeństwa i wątpliwe, że do niego należysz. Raczej też nie istnieją na świecie osoby, które konsumują tylko i wyłącznie wartościowe treści oraz udaje im się uniknąć tych o wątpliwej jakości czy przydatności.
9 na 10 osób zapozna się głęboko z dobrymi, wartościowymi treściami raczej na zasadzie przypadku niż świadomego wyboru. 9 na 10 osób, albo może nawet 99 na 100 nie wniesie do społeczeństwa nic poza pracą swoich mięśni. To efekt tego, że sztuczna inteligencja dosłownie wytnie klasę średnią i zadania jakimi zajmuje się większość „białych kołnierzyków”.
Sposób w jaki przetwarzamy treści, niezależnie od formy czy narzędzi uzależnia nas, jest podyktowany przez tą jedną na sto osób, której udało się wejść na szczyt piramidy społecznej przed nami. To ona ma władzę nad algorytmem, który decyduje kto, co i kiedy zobaczy na ekranie smartfona, laptopa, telewizora czy co usłyszy w słuchawkach.
Mała zagłada ludzkości to nic innego jak ograniczenie roli niemal całego społeczeństwa do roli biernych, reaktywnych konsumentów. Konsumentów, którzy już nie tylko jedzą śmieciowe jedzenie z sieciowych fast foodów, ale też pochłaniają treści o podobnej wartości.
Wizja świata przedstawiona powyżej nie jest zbyt ciekawa. Jest zaprzeczeniem wolności oraz demokracji. Jest jednak nadzieja, że nie się nie spełni, albo przynajmniej nie w takim stopniu jak marzą o tym Ci, którzy obecnie są na szczycie.
Ta wizja sprawi, że będziemy bardziej samotni, rzadziej będziemy nawiązywać relacje z innymi. To jest sprzeczne z tym co mamy zaprogramowane w naszym DNA. Już teraz dyskutuje się nad siłą takich trendów jak JOMO (ang. joy of missing out), ucieczka od algorytmów czy spotkania w „trzecich miejscach” (poza domem i pracą).
Czy wizja „Cyberpunka” urzeczywistni się szybciej niż w 2077 roku? A może big techy zjedzą własny ogon i nie docenią pierwotnych instynktów oraz pragnień ludzi? Czas pokaże.
W Rebrain będziemy się buntować i wszczynać rebelię tam gdzie tylko to możliwe, aby do małej zagłady ludzkości nie doprowadzić. Pierwszym krokiem w tym kierunku jest opisanie trendów w komunikacji, marketingu, społeczeństwie oraz technologii, które będą królować przez najbliższe lata.